Harper’s Island

HI2

Aktorski slasher w 13 odcinkach. Podobnie jak Szpital Królestwo – rewelacyjny przez 3/4 odcinków, z idiotycznym i pozostawiającym niesmak zakończeniem. Ale wciąż wart obejrzenia.

(więcej…)

Published in: on Październik 29, 2009 at 23:25  2 komentarze  

X-Men Origins: Wolverine

xmow

Muszę przyznać, że film wywarł na mnie wielkie wrażenie. Dawno nie widziałam tak nijakiego, mdłego, typowo hollywoodzkiego potworka. Zanim jednak rozwinę tę myśl, wypada mi wyjaśnić dwie rzeczy. Po pierwsze – nie czytałam komiksów, nie mam więc żadnego odniesienia do oryginału, ergo oceniam jedynie film. Po drugie – lubię X-menów. Mam do tej historii sentyment jeszcze z czasów liceum, kiedy to z ziomalami oglądaliśmy animowaną serię tv czy już aktorską trylogię. I podobało mi się. Bajka swoją drogą, ale jakoś trzy poprzednie filmy o mutantach zachowały (mniejszy lub większy) poziom sensowności, nie zanudzając widza i nie zmuszając go by wierzył, że najlepszą decyzją, jaką podjął w ciągu ostatniego pół roku, było nie pójście do kina na rzeczony film. Może to jakieś przekleństwo liczby 4? Indiana Jones (niech spoczywa w SPOKOJU!) i Wielka Porażka… wróć, i Królestwo Kryształowej Czaszki to był zaledwie początek czarnej serii… Ale do rzeczy, Wolverine czeka. Aha, będą spojlery, więc reszta notki w rozwinięciu posta.

(więcej…)

Published in: on Październik 14, 2009 at 19:45  2 komentarze  

I Sell The Dead

I Sell The Dead

Znalezienie dobrej pracy, zarabianie marnych, ale własnych pieniędzy – tego chciał młody Arthur. Czy też raczej tego chciała jego matka. Z jej pomocą chłopak trafia pod opiekuńcze skrzydła Willy’ego. Ten przygotowuje Arthura do wykonywania trudnego zawodu, jakim jest… rabowanie grobów. Ale Willy nie jest zwyczajną hieną cmentarną. Pracuje dla niejakiego Quinssa, dostarczając mu wykopane z grobów ciała do eksperymentów. Arthur okazuje się być bardzo pilnym uczniem i szybko zostaje pełnoprawnym wspólnikiem Willy’ego. Pracuje im się razem dobrze, choć czasami nie mają nawet za co kupić kolacji.
Wszystko zmienia się diametralnie, kiedy wykopują ciało dziewczyny z wianuszkiem czosnku na szyi i drewnianym kołkiem wbitym w serce. Jak się boleśnie przekonują, zarówno czosnek jak i kołek znalazły się przy niej nie bez powodu – dziewczyna jest wampirem. W głowach złodziei ciał rodzi się prosty plan pozbycia się nieprzyjemnego szefa przy pomocy pułapki z wampira. A potem, jako wolni strzelcy, mogą rozkręcić nowy, o wiele lepiej płatny interes – wykopywanie i sprzedawanie nieumarłych.

Film jest dość… nieprzeciętny. Klimatem przypomina dzieła Tima Burtona – na początku całkiem spokojnie, a potem pojawiają się żywe trupy. Panny młodej tutaj nie ma, ale i tak jest ciekawie. Bohaterowie po spotkaniu z wampirem trafiają na ghule, stwory z kosmosu i wiele innych osobliwości (choć niestety nie dla wszystkich wystarczyło czasu antenowego). Dość pokręcona akcja przyprawiona jest bardzo przyjemną ilością czarnego humoru. Trzymając się skojarzenia z filmami Burtona, postawiłabym I Sell The Dead gdzieś między Beetlejuice a Sleepy Hollow. Teraz powinniście mniej więcej wiedzieć czego się spodziewać. W każdym razie film polecam, było to bardzo ciekawie spędzone 80 minut.

Published in: on Wrzesień 18, 2009 at 12:00  Comments (1)  

Holmes, sweet Holmes

Któż nie słyszał o tym angielskim detektywie? Powołał go do życia sir Arthur Conan Doyle, dając mu mieszkanie przy Baker Street 221b i przyjaciela – doktora Watsona, by razem walczyli z przestępczością. Jak pewnie pamiętacie z powieści i opowiadań, Holmes przez całe śledztwo zbierał poszlaki, obserwował ludzi, by wreszcie bezbłędnie oznajmić kto, kiedy i dlaczego popełnił zbrodnię.
Oczywiście spragnionej publiczności słowo pisane nie wystarcza. Może znacie którąś z wielu adaptacji Psa Baskerville’ów – tę z duetem Matt Frewer & Kenneth Welsh, albo Richard Roxburgh & Ian Heart? To tylko najbardziej popularne adaptacje. Nakręcono również wiele filmów telewizyjnych na podstawie opowiadań. Ba, sam John Cleese zainteresował się tematem i zagrał wnuka Holmesa w filmie The Strange Case of the End of Civilization as We Know It. To już dość luźna adaptacja, ale też takie chciałam przedstawić – w rozwinięciu notki opis dwóch intrygujących przedstawień filmowych.
(więcej…)

Published in: on Wrzesień 5, 2009 at 23:02  Comments (1)  

Before the Devil Knows You’re Dead

BeforeDevil

Dwóch braci – Andy i Hank. Obaj mają finansowe problemy. Andy oszukuje swoją firmę, a Hank płaci alimenty. W głowie Andy’ego rodzi się pomysł. Prosty, szybki i pewny sposób na gotówkę. Wystarczy obrobić sklep jubilerski. Bracia go znają, kiedyś w nim pracowali. To sklep ich rodziców. Teraz pracuje tam starsza pani, którą bez trudu można zastraszyć pistolecikiem dla dzieci. Wpadasz zaraz po otwarciu, zgarniasz kasę, świecidełka, wypadasz. Proste, prawda? Jest tylko jeden mały kruczek – Hank musi się tym zająć sam, bo Andy’ego widziano niedawno w sklepie. Hank, pomimo wątpliwości, przystaje na to. Nie informując brata, prosi o pomoc kumpla. Bobby zgadza się odwalić całą robotę, zostawiając Hankowi wynajęcie i prowadzenie auta. W umówiony dzień Hank zgarnia Bobby’ego z domu, podjeżdżają pod sklep i zaczynają akcję. Od tego momentu wszystko, ale to wszystko idzie zupełnie nie tak, jak planowali.
Film jest bardziej psychologiczny, niż sensacyjny. Przygotowania i sam napad to zaledwie pół godziny. Cała reszta przedstawia to, co dzieje się później. Widzimy, jak bracia próbują poradzić sobie z problemami, jakie ich genialny pomysł przyniósł. Dni po napadzie są przedstawiane kolejno z perspektywy kilku osób. Nawarstwiające się kłopoty powoli przytłaczają ich wszystkich i doprowadzają do brutalnego końca.
Ostatnio obejrzane filmy przyzwyczaiły mnie do misternie utkanych intryg, nagłych zwrotów, niezłych dialogów. Ten stanowił całkiem interesującą odmianę. Jeżeli nie przeszkadza wam brak szybkiej akcji, jeśli wolicie skupić się na ludziach, a więc i na świetnej grze aktorskiej, to mogę śmiało polecić Before the devil knows you’re dead.

Published in: on Lipiec 11, 2009 at 16:17  2 komentarze  

The School of Rock

schoolofrock
Tak się robi rock & roll!

Film się zdrowo naczekał w kolejce do oglądania, a podobno czekanie to połowa przyjemności. Ah, jak ja lubię to uczucie. Ten brak rozczarowania. Bo film wymiata.
Przyznaję, fabuła taka sobie. Dewey Finn (w tej roli rewelacyjny Jack Black) ma problemy. Dziewczyna współlokatora go nie znosi i podburza swojego chłopaka, żeby wyrzucił biednego Deweya z mieszkania za niepłacenie czynszu. A z czego ten czynsz płacić, skoro zespół właśnie pokazał naszemu bohaterowi środkowy palec? Nagle, jak z nieba spada ratunek. Dzwoni dyrektorka pobliskiej szkoły prosząc o zastępstwo za jednego z nauczycieli. To znaczy prosi o to Neda, współlokatora, ale to akurat Dewey odbiera telefon. Szybka decyzja i Dewey następnego dnia zaczyna uczyć w podstawówce. Oczywiście nie ma bladego pojęcia, jak się do tego zabrać. Do czasu, gdy dzieciaki idą na lekcję muzyki. W sprytnej łepetynie Deweya zostaje zasiane szybko kiełkujące nasionko diabelskiego planu. Wystarczy trochę poćwiczyć i zabierze dzieciaki na lokalny przegląd zespołów, którego główna nagroda to całkiem ładna sumka.
Dalej jest nieco przewidywalnie: dzieciaki z początku krzywo patrzą na nowego „nauczyciela” i jego pomysły, do tego dochodzi kwestia ukrywania się przed dyrektorką, rodzicami, Nedem i jego dziewczyną, stróżami prawa… Ale zostawmy to. Jest Muzyka! Black, znaczy Dewey, pięknie żongluje klasykami rocka, daje idiotyczne, przezabawne popisy a dzieciaki chłoną to wszystko z zapałem. Ogromne brawa dla młodych aktorów, spisali się na medal. Albo, żeby było bardziej klimatycznie: dzieciaki wymiatają. Muzyka wymiata. Wariat Black wymiata. Tak, lubię słówko wymiata.
Nie traktujcie tego jako sensownej historii. Ani nawet prawdopodobnej. To bajka. Świetna, pozytywnie nastrajająca, muzyczna bajka. Bawcie się dobrze :)

Published in: on Lipiec 6, 2009 at 19:24  Comments (1)  

Kiss Kiss Bang Bang

kiss_kiss_bang_bang_23

Piękny tytuł, czyż nie? A dalej jest jeszcze lepiej.
Harry Lockhart – w młodości magik-samouk, w dorosłym życiu… Cóż, mniej widowiskowy złodziejaszek, zainteresowany przeważnie drobnym sprzętem RTV. Jednak pewnej nocy podczas napadu coś idzie nie tak. Włącza się alarm, przyjaciel zostaje, Harry ucieka. Próbując schować się przed policją przypadkowo trafia na przesłuchanie do filmu. I tak złośliwy los przenosi go w świat imprez. O, słodkie Los Angeles. Jak kolorowe potrafi być tutejsze życie. Spotykasz starych znajomych, poznajesz nowych. Harry przez chwilę zapomina, że rolę prywatnego detektywa gra tylko na planie filmowym. Ta chwila zaowocuje całą masą wydarzeń, zabawnych i niebezpiecznych.
Za film odpowiedzialny jest Shane Black – autor scenariusza do obu części Zabójczej broni. Tutaj spisał się świetnie, bo fabuła jest zdrowo zakręcona. Trudne zadanie sensownego jej przekazania przypadło w udziale Narratorowi. Którego gra nie kto inny, jak sam Harry Lockhart. I to gra wyśmienicie, umiejętnie budując klimat rodem ze starych, dobrych powieści detektywistycznych. Wiecie, takich, w których główny bohater, dzięki swej niespotykanej bystrości, łączy dwie pozornie niezwiązane ze sobą sprawy. Harry może nie jest zbyt bystry, ale ma towarzysza. Wołają na niego Gay Perry, a gra go Val Kilmer – smaczek dla tych, którzy mieli przyjemność oglądać Top Secret. Do tego duetu dorzucamy jeszcze obowiązkowo dziewczynę i niech się zacznie przedstawienie!
Bardzo zacne przedstawienie. Są tutaj pościgi samochodowe, piękne dialogi, niesamowite zbiegi okoliczności, a wszystko to okraszone zdrową dawką czarnego humoru. Polecam fanom filmów pokroju Snatcha. Jeżeli, tak jak ja, jesteście zauroczeni jego klimatem, możecie spokojnie sięgać po Kiss Kiss Bang Bang.

Published in: on Czerwiec 30, 2009 at 20:28  2 komentarze  

Wallace i Gromit – Kwestia tycia i śmierci

Wallace i Gromit

Trzymający w napięciu, zabawny, a nawet wzruszający. Z wyśmienitą grą aktorską. Dopracowany w każdej sekundzie. 30-minutowy film, w którym grają figurki z plasteliny.
A teraz – kto czytając ten wstęp uśmiechnął się z politowaniem, myśląc: „Aha, bajeczka”? Wstrzymajcie się z pochopnym osądem, gdyż filmy z Wallacem i Gromitem zacne są! Te przesympatyczne postacie stworzył w 1982 roku Nick Park. Ich przygody możemy oglądać w kilku krótkometrażówkach i jednym pełnometrażowym filmie.
Co sprawia, że są tacy wyjątkowi? Zacznę od tego, co najbardziej widoczne. To są plastelinowe figurki. Ciężko mówić o ich animacji, jeżeli nakręcenie jednej sekundy filmu trwa cały dzień – figurki są poruszane ręcznie. Wydaje się niemożliwe, ale efekt jest niesamowity. Możecie mi nie wierzyć, w takim wypadku polecam sprawdzić osobiście. A teraz do rzeczy. Wallace i Gromit to para najlepszych przyjaciół – pan i jego pies. Tym razem zakładają małą piekarnię. Tu należy dodać, że łączy ich zamiłowanie do wszelkiego rodzaju wynalazków. I tak nawet zwyczajną piekarnię potrafią wspólnymi siłami zamienić w małą fabrykę. Skomplikowane urządzenia nie mają przed nimi żadnych tajemnic. Nawet tak prozaiczna wydawałoby się czynność jak poranne wstawanie, jest dla początkującego widza sporym wydarzeniem.
Wallace, jak zwykle beztroski i nieco bujający w obłokach, zakochuje się w podstarzałej gwieździe reklam pieczywa. Wygląda na to, że z wzajemnością. Bardziej rozgarnięty Gromit jest zmartwiony nie tylko tym, że spadnie na niego cała robota w piekarni. Otóż przeczytał (!) właśnie, że zamordowano kolejnego, dwunastego już piekarza. Wallace, jeszcze bardziej zakręcony niż zwykle, oczywiście niczego nie zauważa…
Właściwie już od początku można się domyśleć zakończenia. Wiadomo, że nasi bohaterowie wygrzebią się z tarapatów, ale w jaki sposób to zrobią… Cóż, tego nawet najstarsi górale nie są w stanie przewidzieć. Pomysłowość Gromita w przeprowadzaniu akcji ratunkowej nie zna granic. A widz ma z tego pierwszorzędny ubaw. Po części też z niezdarnego i zupełnie nieświadomego zagrożenia Wallace’a, którego jedynym zmartwieniem jest to, czy zdąży na swoją popołudniową herbatkę.
W moim rankingu bajek nie-do-końca-dla-dzieci Wallace i Gromit są bardzo wysoko, śmiem nawet twierdzić, że wyżej niż Garfield i przyjaciele. Piękne wykonanie, nieskomplikowana fabuła, bardzo skomplikowane wynalazki, postacie, których nie da się nie lubić, a to wszystko okraszone idealną dawką brytyjskiego humoru. Dla mnie bomba.

Published in: on Maj 31, 2009 at 20:44  3 komentarze