X-Men Origins: Wolverine

xmow

Muszę przyznać, że film wywarł na mnie wielkie wrażenie. Dawno nie widziałam tak nijakiego, mdłego, typowo hollywoodzkiego potworka. Zanim jednak rozwinę tę myśl, wypada mi wyjaśnić dwie rzeczy. Po pierwsze – nie czytałam komiksów, nie mam więc żadnego odniesienia do oryginału, ergo oceniam jedynie film. Po drugie – lubię X-menów. Mam do tej historii sentyment jeszcze z czasów liceum, kiedy to z ziomalami oglądaliśmy animowaną serię tv czy już aktorską trylogię. I podobało mi się. Bajka swoją drogą, ale jakoś trzy poprzednie filmy o mutantach zachowały (mniejszy lub większy) poziom sensowności, nie zanudzając widza i nie zmuszając go by wierzył, że najlepszą decyzją, jaką podjął w ciągu ostatniego pół roku, było nie pójście do kina na rzeczony film. Może to jakieś przekleństwo liczby 4? Indiana Jones (niech spoczywa w SPOKOJU!) i Wielka Porażka… wróć, i Królestwo Kryształowej Czaszki to był zaledwie początek czarnej serii… Ale do rzeczy, Wolverine czeka. Aha, będą spojlery, więc reszta notki w rozwinięciu posta.

Daruję sobie wprowadzenie, bo zakładam, że ktokolwiek sięgnął lub ma zamiar sięgnąć po XO:W, orientuje się w temacie. Tak więc konkretnie, będziemy tu rozgrzebywać przeszłość stalowego mutanta, czyli Wolverina. Było miło, Wolverine był jednym z najbardziej zagadkowych mutantów, przez co także jednym z ciekawszych. Ale nie, trzeba mu dorobić ciężką traumę. To się nigdy nie kończy dobrze.

W filmie znajdziecie chyba wszystkie te banalne elementy, które sprawiają, że film jest jedną wielką sentymentalną papką. Proszę, oto co mamy: chorowity dzieciak zabija (nie)chcący własnego ojca swoimi kościanymi pazurkami; razem z bratem uciekają z domu; aha, obu generalnie nie da się zabić; w związku z powyższym zostają uniwersalnymi żołnierzami; spotykają kogoś, kto naprawdę doceni ich dar; bracia mają sprzeczkę – jeden (Victor) zostaje z Wykorzystywaczem, drugi (przyszły Wolvie, obecnie Logan) buduje domek, znajduje sobie dziewoję i zostaje drwalem; Victor zabija Loganowi dziewoję; Logan chce zemsty; Wykorzystywacz wykorzystuje Loganową chęć zemsty do własnych celów, przy okazji wlewając w niego mnóstwo adamantium (niezniszczalnego metalu)… Potem następuje ucieczka Logana, skorzystanie z pomocy dwóch cywilów, co staje się pośrednią przyczyną ich przedwczesnej śmierci od kul snajpera, mała zmiana w kwestii obiektu zemsty, nagły zwrot wydarzeń, chwilowe pojednanie się z bratem (nieśmiertelne „Tylko JA mogę cię zabić”), pozorny happy end (spacer z ukochaną w stronę zachodzącego słońca w cenie), w końcu utrata pamięci, która tak dobrze funkcjonowała przez trzy poprzednie filmy.

Wszystko jest tutaj ograne. Dialogi, fabuła, nawet ujęcia… Och, litości, to jest film akcji, na cholerę mi tu zachody słońca?! Co z tego, że to są „początki”, to są X-Meni, ma być szybko i ostro! W każdym razie, po obejrzeniu tegoż filmu musiałam znaleźć kogoś, kogo mogłabym winić za swój zmarnowany czas. Zaczęłam od góry, czyli od reżysera. Gavin Hood. Reżyser między innymi filmu z 2001 roku pod tytułem W pustyni i w puszczy. I tym wiele, jeśli nie wszystko mówiącym akcentem kończę moją recenzję, dziękuję za uwagę.

Reklamy
Published in: on Październik 14, 2009 at 19:45  2 komentarze  

The URI to TrackBack this entry is: https://cynamonowezuo.wordpress.com/2009/10/14/x-men-origins-wolverine/trackback/

RSS feed for comments on this post.

2 komentarzeDodaj komentarz

  1. Rzecz wymaga komentarza.
    Za młodu czytałem komiksy o mutantach z wypiekami na twarzy. Ostatnio widziałem animowaną serię (normalną, nie to badziewie Evolution), zaś filmy były spełnieniem marzeń z dzieciństwa. Pierwszy jeszcze średnio udany, ale się rozkręcili.
    Pomysł robienia filmu o Wolverinie wydał się na początku bez sensu. Dlaczego? Bo żeby piniądze były, trzeba z komiksu zrobić film „Rated PG-13 for intense sequences of action and violence, and some partial nudity.” Tyle że ten violence to raczej kpina, a nudity to jackman pląsający po łące (na szczęście kamera daleko i nie świeci pośladkiem). A komiks – trzeba Ci to wiedzieć- epatuje masakrą i dramatem. Uzasadnioną i przemyślaną. Przynajmniej dawniej tak było. Bo komiks cierpi obecnie na syndrom przegięcia-seria ciągnie się tyle lat, że musieli powymyślać niesłychanych pierdół, by coś nowego i do tej pory nie widzanego przedstawić. Stąd wymyślono…urodzenie Rosomaka w XIX wieku itd. Orginalna historia przemiany zapijaczonego polismana w masakratora z adamantowymi pazurami to jeden z lepszych komiksów ever. To historia długa i psychodeliczna po dwakroć. W filmie ukazana w formie 3 minutowej :-) Zmierzam do tego, że film jaki będzie było wiadomo już dużo wcześniej. Takie prawa rynku i ŚwiętegoLasu logika. Zagadzam się natomiast, że przegięto chwilami. I to poważnie :-) Dzieciaczek z pazurkami, emeryci, kolo z mutacyjną zdolnością zapalania żarówki no i drwal. John Clees i Eric Idle byli by dumni, gdyby ich to „give a damn ’bout this”.
    A wiesz co mnie najbardziej razi? Rodzi się koleś, który starzeje się na oko z 7 razy wolniej niż reszta świata, nie może się upić (bo organizm rozpuszcza trucizny i regeneruje się w kilka sekund), nie choruje i w ogóle nie da się go zabić. Oznacza to, że ma przed sobą dłuuuugie życie. Co by tu zatem zrobić…Mam ze 200 albo i 300 lat czasu…Może by postudiować np. fizykę i zgłębiać tajemnice wszechświata? ALbo nie, nie lubię nauk ścisłych. Zostanę pisarzem. Nic to, że nie umiem pisać, mam sporo czasu, nauczę się. Nie! Mam pomysł! Zostanę żółnierzem!!! Płacą mało, ale zawsze znajdzie się robota! I bede szczelał i bił ludzi 150 lat dopóki mi się nie znudzi. Tak, to jest to! Dajesz Wiktor, będziem wojować. Ale nasz kraj jakiś taki mało bitny, choćmy do Ameryki.
    Najgorsze właśnie, że film opiera się na takiej bzdurze. Czy muszę mówić, że komiks był o niebo rozsądniej skonstruowany?
    Żeby już nie przedłużać – również uważam, że film fabularnie to marny. Ale i tak się cieszyłem oglądając. Bo długo czekałem na coś takiego. Pacholęciem będąc oddałbym wiele, by to obejrzeć. Potrafię zatem zrozumieć, dlaczego dziatwa do kin waliła odrzwiami i oknami. Filmu raczej nie poleciłbym nie-fanom komiksu. Ludziom starszym niż 19 lat też nie.
    Ziom.

  2. Karl Jobst

    X-Men Origins: Wolverine | My Digital Sketchbook


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: