So far, so good

Robię porządki, a wraz z nimi rachunek sumienia. Chodzi o to, że stos książek niedawno kupionych, które miały być przeczytane niemalże natychmiast, rośnie w całkiem niezłym tempie, podczas gdy stos książek już przeczytanych powiększa się bardzo powoli. Dlatego w rozwinięciu tej notki będzie lista książek, które zaczęłam, ale z różnych powodów nie skończyłam. Nie są złe, nie są nudne. Ja je przeczytam. Kiedyś. Tak myślę.
Może po prostu lubię czytać kilkanaście książek na raz.

Na początek te, które zaczęłam czytać niedawno. Powiedzmy, że w tym roku.
Neil Gaiman – Koralina
Mike Carey – Błędny krąg
V.A. Richardson – Czarna Perła
Hunter S. Thompson – Lęk i odraza w Las Vegas
Enrique Moriel – Miasto poza czasem
Marta Madera – Przyjaciele
Peter Mayle – Hotel Pastis
Miroslav Żamboch – Sierżant
Christopher Moore – Ssij, mała, ssij
Robert McLiam Wilson – Zaułek łgarza
Kurt Vonnegut – Kocia kołyska
Gordon Dahlquist – Szklane księgi porywaczy snów
John Ajvide Lindqvist – Wpuść mnie

Teraz kilka tych, które zostały napoczęte już jakiś czas temu i wkrótce potem zapomniane.
Christie Golden – Wampir z mgieł
Mariusz Wollny – Kacper Ryx
Clifford Chase – Oskarżony Pluszowy M.
P.J. Tracy – Żywa przynęta
Richard Glover – Gotowi na wszystko
Garth Nix – Sabriel
Dean Koontz – Apokalipsa
Davis Liss – Handlarz kawą

A na koniec dwie książki, których nie mam zamiaru kończyć, wraz z krótką notką wyjaśniającą.

Frances Mayes – Pod słońcem Toskanii
Zachęcona całkiem dobrym filmem, sięgnęłam po pierwowzór. I wiecie co? Zawiodłam się. Tak, to jest jeden z tych niewielu przypadków, w których filmowa adaptacja jest lepsza od książkowego pierwowzoru. Powieść okazała się zbyt spokojna, wręcz nudna, narracja jakaś taka bezosobowa, opisy krajobrazów nie działały na wyobraźnię tak, jak powinny. W połowie podziękowałam i oddałam książkę w dobre ręce.

Terry Goodkind – Pierwsze prawo magii
Zachciało mi się spróbować fantasy. Ale takiej prawdziwej, gdzie niczego niespodziewający się, zwyczajny chłopak zostaje zbawicielem wymyślonego świata. Fantasy ze smokami, czarnoksiężnikami i księżniczkami do ratowania. Po kilkudziesięciu stronach dałam sobie spokój. Postacie były dość topornie kreślone, charaktery nie zachwycały, dialogi były patetyczne i sztampowe. Może tak to właśnie powinno wyglądać? Tego nie wiem. Wiem za to, że dużo lepszym pomysłem okazało się sięgnięcie po Pratchetta. Dostałam to, czego Goodkind mi nie dał, i to w pięknym opakowaniu z absurdalnego humoru. Ale o tym innym razem.

Advertisements
Published in: on Lipiec 3, 2009 at 19:15  2 komentarze  

The URI to TrackBack this entry is: https://cynamonowezuo.wordpress.com/2009/07/03/so-far-so-good/trackback/

RSS feed for comments on this post.

2 komentarzeDodaj komentarz

  1. No tak powinno wyglądać „prawdziwe fantasy”. :)
    Ja (trochę zachęcony faktem, że tyle czytasz) chyba sięgnę po parę nie ruszonych książek pani E. Moon- takie „prawdziwe space-opery”.

  2. Ja tez kiedys myslalem, ze przeczytam wszystko – z czasem przechodzi – troche, bo czlowiek ewoluuje, troche, bo zycie jest krotkie, ale najbardziej bo lepiej pewne rzeczy robic osobiscie niz o nich czytac, a z wiekiem smoki przestaja byc do szczescia potrzebne, ech… Ale tesknie do tego stanu, ktory przezywasz gdy sie znosilo skarby do chaty…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: