Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy? [Robert Kaplow]

ktozabija

Przeczytałam tę książkę jeszcze przed zakrojoną na szeroką skalę akcją promocyjną. Dzięki temu teraz, kiedy słucham sobie Eski Rock, a audycja zostaje przerwana reklamą „wieczoru z czytaniem książki przez sławnego aktora”, z irytacją przełączam stację. Pół biedy, jeżeli książka marna. Gorzej, jeśli jest marna, a spodziewałam się co najmniej dobrego kawałka prozy. Ale po kolei.
Pomysł na fabułę jest karkołomny i za niego należą się Autorowi gromkie brawa. Otóż ktoś zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy w sposób, w jaki oni pozbawili życia bohaterów swoich powieści. Na „trop” zabójcy wpada Stephen King. Jeżeli nie chce skończyć jak jego koledzy po fachu, musi być sprytniejszy.
Tutaj brawa za fabułę się kończą. Strona 5 książki mieni się od mniej lub bardziej znanych nazwisk osób, które mają się w dalszej części pojawić. Sprytny zabieg, na który z łatwością dałam się nabrać. Ogromna część osób jest zaledwie wspominana przez głównych bohaterów z nazwiska, profesji, czasami dorzucany jest do tego zabawny komentarz.
Książka podzielona jest na osiem części – pierwsze pięć z nich poświęcone jest zabójstwom i komentarzom Kinga na zmianę. I tak w pierwszym rozdziale ginie Sue Grafton, w trzecim Danielle Steel, a w piątym Tom Clancy. Nic, czego nie moglibyśmy się dowiedzieć z okładki książki. Trzy ostatnie rozdziały to Stephen King w „akcji”. Specjalnie dałam ten cudzysłów, gdyż akcji, do jakiej przyzwyczaiły mnie kryminały, tam nie było.
Każdy z trzech „zabójczych” rozdziałów opowiada historię z ostatniego dnia życia ofiary. Takie gadanie ciągnie się przez około 40 stron. Jest ostro, satyrycznie, momentami wręcz groteskowo. Autor szydzi w żywe oczy z pisarzy, przedstawiając ich chore fantazje i fobie. Przy okazji obrywa się też wydawcom i czytelnikom, choć już nie tak dosadnie.
Niestety, książka jest po prostu nudna. Od połowy autentycznie się męczyłam, czytałam na wyrywki, żeby tylko skończyć. Tak, mimo wszystko byłam ciekawa zakończenia. Co prawda już od pierwszego rozdziału było wiadome, kto zabija, jednak wciąż nieznane były jego motywy. Gdy wreszcie dobrnęłam do finału poczułam się, jakby wydawca przypadkiem podmienił ostatnie rozdziały i zamiast satyrycznego kryminału wrzucił zakończenie jakiegoś naprawdę marnego science-fiction. Nie zrozumcie mnie źle, lubię być zaskakiwana, ale to, co tutaj dostałam, było… dziwne. Nie bardzo mogę napisać więcej, nie zdradzając zakończenia. Teoretycznie miało ono sens, gorzej z praktycznym wykonaniem.
Podsumowując, liczyłam na dobry kryminał z żywą akcją, o satyrycznym zabarwieniu. Dostałam nudną groteskę, wyśmiewającą przemysł książkowy. Notka na okładce głosi: „Dla wszystkich, którzy nienawidzą książek”. Pod tym akurat mogę się podpisać – ubawicie się z tych wszystkich, którzy książkami żyją, nie zmieniając swojego nastawienia do czytelnictwa.

Advertisements
Published in: on Maj 10, 2009 at 17:00  2 komentarze  

The URI to TrackBack this entry is: https://cynamonowezuo.wordpress.com/2009/05/10/kto-zabija-robert-kaplow/trackback/

RSS feed for comments on this post.

2 komentarzeDodaj komentarz

  1. widze, że szalejesz, Małe Zuo :) Moja dzielna Miranda :D
    Recenzja dobra, dobra…

  2. Hey there! Someone in myy Myspace group shared this website wiuth us soo I came to take a look.

    I’m definitely loving the information. I’m bookmarkjing and will be tweeting this to my followers!
    Outstanding blog and brilliant style and design.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: